Andrzej Cis, wbrew temu co obecnie robi, skończył Technikum Budowy Okrętów. Twierdzi jednak, że doświadczenie, wyniesiony z traserni, bardzo mu się w życiu zawodowym przydało. - Przestrzenne widzenie projektu, praktyka w przenoszeniu wymiarów z projektu na rzeczywiste płaszczyzny, dostrzeganie całości, kiedy jeszcze jest tylko rysunkiem, to wszystko zawdzięczam po połowie pracy w Stoczni Szczecińskiej, wówczas jeszcze imieniem Warskiego i tradycji rodzinnej.

Czytaj dalej...

Pierwszą pracę podjął w stoczni szczecińskiej. Kolejna, to praca na rzecz Skody w Czechosłowacji. Po powrocie założył zakład ciesielski. Twierdzi, że kiedyś chciał uciec od tradycji rodzinnych, jako że od kilku pokoleń zawód ten "tkwił" w rodzinie. - Wszystkie rozmowy kręciły się wokół jednego tematu i jako gówniarz, miałem tego dosyć. Los chciał jednak inaczej. Wbrew temu, co pisała prasa o krachu w budownictwie, pracy miał zawsze ponad możliwości przerobowe.

Czytaj dalej...

Być może dzięki takim, a nie innym cechom charakteru bardzo negatywnie ocenia okres, kiedy pracował jeszcze w "Baltonie". Nie mógł zrozumieć, dlaczego tak dobre przedsiębiorstwo upada i nikt nie przeciwdziała temu procesowi. Nie zgadzał sie ze stwierdzeniami ówczesnej dyrekcji, że wpływają na to urynkowienie gospodarki i z argumentami, że tak duże przedsiębiorstwo nie ma prawa bytu. Wskazuje na przykłady zachodnich firm, typu "Makro" czy "Real", które właśnie na rynku konkurencji zdają egzamin, doskonale prosperując. - "Baltona" miała wszystkie przesłanki, by być mocną firmą, do dziś funkcjonujacą na rynku. Jak się wydaje, zmarnowano ją i to wcale nie ze względów obiektywnych.

Czytaj dalej...

<< Pierwszy < Poprzedni [1 / 2] Następny > Ostatni >>