Temat ten bardzo go denerwuje. Podaje przykłady wielu rozwiązań na świecie, gdzie podobnych do polskich problemów nie ma. Policja skarbowa interesuje się związkiem pomiędzy dochodami, a stanem posiadania.
Pan Mieczysław kocha książki. Nie zawsze ma czas na bieżące czytanie, ale jak tylko wpadnie mu w oko nowa pozycja, zaraz ją nabywa. Śmieje sie, że ostatnio przeczytał jeden z lepszych "kryminałów", "Katarzynę Wielką", który nabył kilka lat temu i do tej pory nie miał okazji doń zaglądnąć. Bakcylem zaraził syna, Sebastiana, który ma już dość sporą biblioteczkę. Swoich voluminów nie ma już gdzie układać. Nie lubi filmów SF, ani też typowo amerykańskiej produkcji z super ludźmi, których kule nie imają się. Przepada za to za filmami, w których główny wątek rozgrywa w sali sądowej, a polega na zmaganiach między prokuratorem i adwokatem.
Nie marzy o podróży po świecie. Przyznaje jednak, że chciałby podpoczywać na wyspach Pacyfiku. Przynajmniej w tej części zainteresowań przytakuje mu żona, Teresa. On za to zgodny jest co do bieżących wyjazdów, biegania po Puszczy Bukowej i krótkich wypadów na rowerach. Kiedyś czynnie grał w piłke nożną. Dziś - mówi - dla syna jestem za stary, a dla kolegów za młody.
Paweł Ciecióra sam nie badał ciekawej historii swojej rodziny, ale zna ją z opowieści swojego ojca. Poleski ród Cieciórów na przełomie XVI i XVII wieku, w wyniku zaangażowania się w czasie licznych podówczas wojen po stronie polskiej, musiał opuścić swoje siedziby. W zamian dostali majątki w centrum królestwa. Tego centrum, które dziś, o paradoksie, można określić jako kresy, które po wojnie pozostały daleko po wschodniej stronie granicy.
Charakter pracy powoduje, że pan Paweł całe dnie spędza poza domem. Na początku rodzina nie protestowała, ale wraz z upływem czasu znikanie z domu było przyjmowane z nieukrywanym niezadowoleniem. Może nie tak przez dwóch synów, Marka i Łukasza, ale głównie przez panią Iwonę, na której głowie spoczął ciężar pracy zawodowej i utrzymania domu.
- Jakoś musiałem wybrnąć z sytuacji, jako że taka sytuacja mnie też zaczynała coraz bardziej męczyć. Czułem się jak kloszard bez korzeni, domu i stałego dachu nad głową.