Przekuta pasja
Kiedy Andrzej Zajda opowiada, że robiąc sobie rano kawę ma okazję często wypić ją dopiero po południu, wygląda to na okolicznościowy żart. Obserwując jednak ruchu w "Centrum ogrodzeń", które po wiosennym ociepleniu przechodzi istny stan oblężenia, trzeba przyznać mu rację. Ciepłe dni "doładowały" energetycznie ludzi, którzy wraz z pierwszymi słonecznymi zagonami rzucili się remontować, budować i uzupełniać pozimowe usterki.
Ciągnie wilka do lasu, ale nie ma czasu - rzuca sentencjonalnie pan Andrzej, kiedy rozmawiamy o przeszłości i okresie, kiedy pracował jeszcze jako nauczyciel wychowania fizycznego. Sport był jednym z dwóch hobby, którym niegdyś codziennie poświęcał kilka godzin. Drugą - fotografią - interesował się od najmłodszych lat i dopiero praca zawodowa "na swoim" przerwała passę. Trzeba jakoś było utrzymać rodzinę, a przy trójce dzieci, nauczycielska posadka nie dawała żadnych perspektyw.
Zapomogi
Wspomagając nauczycielską "zapomogę" zaczął dorabiać jako akwizytor. Wspomina tamte chwile z mieszanymi uczuciami. - Jak dziś sobie przypomnę, że wsiadałem na motor, na bagażniku mocowałem skrzynkę z wyrobami ze złota i srebra, wartymi często fortunę w stosunku do tego, co zarabiałem, to jeszcze dziś ciarki przechodzą mi po plecach. Trzeba było jednak dorabiać, a być może ze względu na ponoszone ryzyko, praca opłacała się; ciągnąłem więc ją.
Przygód z kolejnymi pracami było na tyle dużo, że w krótkiej publikacji trudno zrealacjonować nawet niewielką ich część. Zwieńczeniem był pomysł kolegi, a dziś wspólnika, Romana Łukaszewskiego, żeby założyć firmę, która zacznie sprzedawać różnego rodzaju ogrodzenia. Do domków jednorodzinnych, do przedsiębiorstw, do ogródków, altanek i działek, a nawet balkonów.