Hogben z Atlantydy

Marcin Łuczyk nie może wiązać swojego sukcesu zawodowego tylko ze swoimi osiągnięciami. Kiedy o nich mówi, w opowieściach zawsze przewijają się jego przyjaciele, z którymi niemal wychował się, chodził do szkół i teraz pracuje: Artur Piskała i Piotr Wilanowski.

Cała trójka od lat zafascynowana jest literaturą SF. Z niej to, a konkretnie z jednej z powieści Henry Kuttnera, zaczerpnęli nazwę dla swojej firmy: HOGBEN. Było to nazwisko pewnej rodziny z ginącej Atlantydy, która dzięki transformacji przetrwała do dziesiejszych czasów.

- Zastanawialiśmy się, jaką wybrać nazwę. Niemal wszystkie jednak znane nam firmy, związane z drukowaniem i składaniem książek, druków etc., miały w nazwie "Komputer", "Offset", "Media" itp. Chcieliśmy się jakoś odróżnić, a przy tym złożyć hołd literaturze, którą pokochaliśmy. Stąd taki, a nie inny wybór.

LO 5

Razem chodzili do słynnego liceum ogólnokształcącego nr V. Razem też kończyli informatykę na Uniwersytecie Szczecińskim. Tu też, w Instytucie Informatyki i Zarządzania nadal pracują jako asystenci. HOGBEN jest ich pierwszą firmą i - tak twierdzą - chcą, by pozostała tą jedyną.

- Nowoczesne drukarnie mają przyszłość w świecie gospodarki rynkowej - mówi Marcin - To nie tylko zapotrzebowanie na druki, ulotki, plakaty, a nawet wywieszki czy też pisma i książki. To również zapotrzebowanie na bardzo krótkie i bardzo długie serie wykonywane niemal natychmiast, przy spełnieniu najwyższej jakości wyrobu. Na razie dysponujemy m.in. cyfrową maszyną offsetową "Indigo" i doskonałym składem komputerowym, które spełniają te wymagania. W przyszłości zajmiemy się dwoma odrębnymi, choć koherentnymi dziedzinami: koncepcją i produkcją.