Lokalne znaczy rozwój
Rozmowa z Wojciechem Brażukiem, dyrektorem Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
- Polskie czy niemieckie, lepsze czy gorsze, rodzime czy obce. Czy zagraniczni przedsiębiorcy dostrzegają te dylematy kupujących w naszych sklepach ?
- Zacznę od końca. Niemcy obawiają się polskich produktów, gdyż są tańsze w produkcji i jakościowo nie ustępują wytwarzanym u nich. Minął już czas, gdy wyroby polskie stały na technologicznie niższym poziomie. O tym wszystkim mówiono w piątek ubiegłego tygodnia w Torgelow, gdzie zaproszono polskich przedsiębiorców z różnych branż, w tym z branż spożywczych, cukierniczych, ceramiki, wystroju wnętrz i kilku innych. Tych wyrobów, które wkrótce mogą stać się specjalizacją regionalną i lokalną.
- Koszt wytwarzania w Polsce jest już zbliżony do poziomu europejskiego. Tak przynajmniej przekonują autorzy wielu publikacji. Można więc mieć wątpliwości co do konkurencyjności polskich, a w tym zachodniopomorskich wyrobów.
- To słowo wytrych, którym lubią posługiwać się różni analitycy. Prawda jest jednak taka, że Polak zarabia przeciętnie 500 euro, a Niemiec 2,5-3 tys. euro. Koszt więc wytworzenia wyrobu nadal jest dużo niższy, ujmując nawet cenę półproduktów i części sprowadzanych z zagranicy, co zestawiając z finalną jakością polskich wyrobów, daje nam przewagę. Brakuje nam tylko i to jest pewne, dobrej reklamy naszych towarów.
- Czemu miało służyć to spotkanie w Torgelow ? Przecież nie promocji polskich wyrobów.
- Zaproszono naszych przedsiębiorców, jak się wydaje, w konkretnym celu. Unia Europejska nie rozdaje pieniędzy na lewo i prawo, jak głosi fama. Oczkiem w głowie UE są regiony. Szczecin, zdaniem Niemców, jest po naszym wstąpieniu do Unii faktyczną stolicą regionu, obejmującego mniej więcej obszar dawnego szczecińskiego i takiego samego obszaru za granicą niemiecką. Niemieccy przedsiębiorcy to widzą, o czym mówili otwarcie na spotkaniu. Niemcy są bardzo praktyczni. Wiedzą o preferencjach Unii dla regionów i chcą to wykorzystać. Unia popiera wszelkie przedsięwzięcia przedsiębiorców regionalnych, preferując wspólne działania przedsiębiorców z obu stron granicy. Przestało się liczyć to, co niemieckie, francuskie, angielskie czy polskie, a liczy się biznesowe wspólne działanie regionalne.