To nie łyżwa
Z dwóch możliwości - jeździć zimą szybko czy wolno jest jeszcze trzecia - na zimowych oponach
Pierwsze tchnienie zimy mamy już za sobą. Podobnie, jak pierwsze stłuczki, otarcia i poważniejsze kolizje. Nie uniknęła tego nawet Lancia wojewody, kiedy ostatnio w Zieleniewie zderzyła się z "Maluchem".
Los, łypiąc kaprawym okiem, czeka już na następnych kandydatów. A ci ustawiają się w kolejce, zadufani w swoje umiejętności jazdy w każdych warunkach. Tylko patrzeć, jak policyjne statystyki zaczną przybierać na wadze, goniąc ubiegłoroczne zestawienia. Być może byłyby o połowę chudsze, gdyby część mistrzów kierownicy zdecydowała się na kupno zimowych opon.
- Zawsze powtarzam moim znajomym - mówi Zbigniew Baczyński, szef firmy "PEHAMOT", w której można na poczekaniu wymienić opony letnie na zimowe - że opona zimowa, to nie łyżwa. Daje wprawdzie poczucie bezpieczeństwa, komfortu jazdy zimą i dużo lepszą przyczepność, ale tylko przy bezpiecznej prędkości i przy rozsądnej jeździe.
Zwyczajny śmiertertelnik kiedy tonie, chwyta się brzytwy, jednostka wybitna zdąży się jeszcze przedtem ogolić. Wybitnych kierowców, wbrew mniemaniom posiadaczy czterech kółek, nie jest tak wielu. Kiedy ostatnio jechałem taksówką, Fiesta przed nami gwałtownie zahamowała. "Mój" Mercedes, mimo że waży około dwóch ton, stanął dęba. Miał już zimowe opony, czym wcześniej pochwalił się prowadzący, kiedy rozmowa zeszła na tematy motoryzacji zimą.
Fiesta miała mniej szczęścia. Dobiła Cinquecento, a ten forda Escorta, który wpadł na pasy. Szczęściem, ludzi na nich nie było. Tasówkarz, przemiły zresztą, wzruszył ramionami, rzucając najpierw "A nie mówiłem" i zaraz po tym dość soczystym mięsem. My bowiem staliśmy, ale jadący za nami "Maluch" pozbył się reflektora. Nie wyhamował.
- Człowiek jest niedoskonały i, k...a, radzi sobie z tym doskonale. - Filozoficzne dodał nieco póxniej mój taksówkarz po oględzinach swojego zderzaka. Nie było śladu. Być może jednak pojawiłby się, gdyby i on, nie mając zimowych opon, staranował Fiestę.